czwartek, 12 lipca 2012

Rozdział 2


Szybko pozbierałam swoje walizki i udałam się na odprawę. W ostatniej chwili dobiegłam do bramki. Nie dosyć, że byłam spóźniona to jeszcze musiałam zapłacić za nadbagaż, wprost cudownie. Kiedy byłam już na pokładzie samolotu odetknęłam z ulgą. Taa, ale moje szczęście nie trwało wiecznie. Miałam miejsce między jakimś rozwydrzonym dzieckiem, a śliniącym się staruszkiem. Ten chłopak bez przerwy coś żarł. Matko Boska ile można?! Założyłam słuchawki i pomyślałam, że nawet to nie popsuje mojej radości z wyjazdu. Spokój miałam przez pięć minut, dosłownie.  Ten bachor zaczął trykać mnie w ramie.

- Czego chcesz?- spytałam
- Masz może coś do jedzenia?- odpowiedział
- Nie, nie mam. Zjadłeś połowę ciężarówki żarcia jak na moje oko i nadal jesteś głodny? Człowieku, ile można jeść, weź przystopuj, bo niedługo będziesz zajmował dwa miejsca w samolocie, a nie tylko jedno.- powiedziałam zgryźliwe
- Wredna jesteś, wiesz.- odparł
- Taa dużo ludzi mi to mówi. Szczerze taka już jestem i jak się nie podoba, to poszukaj sobie innego miejsca.
- Nie, nie podoba się. Mogłabyś być milsza, nic ci nie zrobiłem.
- Boże! Przez cały czas coś chrupiesz, przeżuwasz, żujesz. Opanuj się. Nawet w słuchawkach słyszę jak mielisz te swoje ciasteczka.
- Jezu już dobra, ale jak umrę z głodu to będzie twoja winna
- Jakoś nie czuję się z tym źle. Jeszcze coś, bo nie mam ochoty z tobą gadać. Masz strasznie wnerwiający ton głosu mały.
- Nie jestem mały.
- Tss wmawiaj sobie. A teraz kończę to naszą jakże interesującą wymianę zdań, bo robi się nudna.

Założyłam z powrotem słuchawki i dałam się ponieść muzyce.  Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudził mnie ten bachor 

- Czego znowu?- zapytałam
- Lądujemy- powiedział. Zrobiło mi się trochę głupio
- Yyyy dzięki.- odparłam zmieszana. Zapięłam pas i czekałam, aż koła dotkną ziemi.

Wysiadłam z samolotu i zaczęła się rozglądać za znajomą twarzą. W około było pełno ludzi, jedni cieszyli się, widząc znajome im twarze, inni płakali, żegnając się z bliską osobą. A ja stałam i rozglądałam się za moim kuzynem. Nigdzie go nie było, zaczęłam przeklinać pod nosem. Co ja sobie myślałam?! Przecież on ma teraz swoje poukładane życie razem z tą czwórką chłoptasi. Po co miałby się przejmować kimś takim jak ja? Pewnie.. kupiłem ci bilet, a z resztą radź sobie sama. Poradzę sobie. W końcu sam mnie uczył, że w życiu nie wolno się poddawać. Już miałam iść do wyjścia, gdy ktoś złapał mnie za nadgarstek. Obróciłam się i ujrzałam mojego kuzyna.

- Liam?- powiedziałam - Myślałam, że o mnie zapomniałeś.

- Przepraszam, wywiad nam się trochę przedłużył. - odpowiedział chłopak, po czym mnie przytulił. Staliśmy tak już z minutę, aż w końcu nie wytrzymałam.
- Może staszczy tych czułości w końcu pluszowym misiem nie jestem. Naprawdę cieszę się, że cię widzę, ale bez przesady- powiedziałam, wyrywając się z jego objęć.
- Jak zwykle bezczelna Alexis. Nic się nie zmieniłaś. - powiedział pokazując mi język.
- Jak zwykle poukładany i grzeczny Liam - odparłam śmiejąc się. 
- Koniec tego przedrzeźniania. Zbieramy się do domu.- rzekł i ruszył w kierunku parkingu. Przecież on nie ma prawa jazdy, pogięło go ? Po co on idzie na parking?
-Liam? Wiesz chyba troszeczkę ci się kierunki pomyliły. Tam jest parking - wskazałam ręką w kierunku drzwi.
- Wiem. - odpowiedział nawet na mnie nie spoglądając.
- To po cholerę tam idziemy? Przecież ty nie masz prawka! Zapomniałeś?! - powiedziałam ironicznym głosem.
- A mam ci je pokazać? - zapytał podniesionym tonem. Nie odpowiedziałam tylko dalej szłam za nim i próbowałam odebrać mu chociaż jedną walizkę, ale nie dawał mi na to szansy. Gentleman się znalazł, będzie mi nosił walizki jak jakiejś kalece. Trudno jak chce to niech się męczy. Bić się z nim o to nie będę. Po kilku minutach stanęliśmy przed czarnym autem. Liam zaczął pakować walizki do bagażnika, a ja w tym czasie rozgościłam się na przednim siedzeniu. Po chwili usiadł na miejscu kierowcy i ruszyliśmy. Jechaliśmy w ciszy, jakby każde z nas bało się zacząć rozmowę. To było nie do wytrzymania. W końcu przerwałam tą dość krępującą ciszę.

-Daleko jeszcze ? - zapytałam.
- Już dojeżdżamy. - Odpowiedział Liam, a moim oczom ukazał się wielki, biały dom.
- Wow w takim domu to się musi fajnie mieszkać. - mówiłam z fascynacją.
- Hahah zdziwiłabyś się, zresztą sama się przekonasz- odrzekł Liam.
- Coooo?! Naprawdę? - wydarłam się na całe auto i ucałowałam kuzyna w policzek.

Liam zaparkował na podjeździe i wysiadł z samochodu, zrobiłam to samo. Stanęłam przed drzwiami, nie mogąc uwierzyć w moje szczęście. Nagle Liam zaczął mnie ciągnąć do środka. Nacisnął klamkę i znaleźliśmy się wewnątrz domu. Teraz to mnie dopiero zamurowało. Wnętrze było niesamowite. Co mnie zdziwiło jak na piątkę chłopaków było w nim bardzo czysto, wszystko wyglądało jak nowe. Stałam tak w holu i lustrowałam wszystko wzrokiem dopóki Liam się nie odezwał.


- Widzę, że ci się podoba. Tylko nie krzycz jak zobaczysz swój pokój. Teraz chodź przedstawię cię chłopakom.- powiedział i pociągnął mnie w stronę salonu.
- Chłopaki! Jesteśmy - wydarł się mój kuzyn.
- Idziemy!- usłyszałam czyjś głos. Po chwili stała przede mną czwórka chłopaków.
- Chłopaki to jest moja kuzynka Alexis - powiedział patrząc na mnie. Uśmiechnęłam się do nich, a Liam mówił dalej - Więc to jest Harry - wskazał na chłopaka z lokami na głowie. Ja mógłby się trochę ogarnąć wyglądał jak mop do podłogi.
- Ten w bluzce w paski to Louis. -Matko wielbiciel pasków i do tego taki zaciesz miał na twarzy, że masakra. Że też mu te zęby jeszcze nie wypadły. -pomyślałam
-Blondyn to Niall- Wyglądał w miarę spoko. Ale pozory mylą, nie.
- A ostatni to Zayn - pokazał ręką chłopaka. Nie no ten koleś to serio za dużo na słońcu przebywa. Muszę mu wytłumaczyć, że z tym przesadzać nie można. Jeszcze raka dostanie czy coś. Zauważyłam, że lustrował mnie wzrokiem, a jego paczadełka zatrzymały się na moim biuście. Miałam ochotę podejść do niego i spoliczkować.

- Cześć - powiedziałam patrząc na nich. Niestety nie doczekałam się odpowiedzi. Tylko rzucili się na mnie i zaczęli przytulać. Słyszałam - Miło cię poznać – wypowiadane przez każdego z nich. Byłam w lekkim szoku, nie no byłam w ogromnym szoku. Nie należą do grupki moich przyjaciół, wcale ich nie znam, a oni już zaczynają mnie przytulać. Nie tego było za wiele, nie pozwolę robić z siebie jakieś taniej przytulanki.

- Aaaa- zaczęłam się drzeć. Chłopaki odsunęli się ode mnie i patrzyli zdezorientowani  po sobie. W końcu ich wzrok zawiesił się na mnie - Nigdy więcej się do mnie nie przytulać. Nie znam was i szczerze nie mam ochoty was poznawać. Ale jesteście przyjaciółmi Liama, więc muszę was jakoś znosić. Chociaż nie będzie to łatwe. Najlepiej jak nie będziecie wchodzić mi w drogę, ja także nie zamierzam wpierniczać się z butami w wasze życie.- powiedziałam stanowczym głosem - Zrozumiano?
Żaden z nich się nie odezwał. Jezu czy tak trudno jest powiedzieć tak? To przerasta ich możliwość. Jednak są głupsi niż myślałam. W końcu głos zabrał jak myślę Louis.

- O dziewczyna z charakterkiem, zaczynam się bać– powiedział, patrząc na Liama
- Nie masz czego.- powiedział ze śmiechem Li- Lexi jest niegroźna.
To zdanie wywołało u mnie napad śmiechu. Wszyscy łącznie z moim drogim kuzynem patrzyli się na mnie jak na wariatkę. Szczerze olałam to.
- Oj Liam, widać, że nie znasz mnie jednak tak dobrze. Nie jestem już tą grzeczną dziewczynką, wiele się zmieniło. A zresztą przekonasz się sam jaka jest ta nowa Lexi.- powiedziałam z tajemniczym uśmiechem i puściłam mu oczko.
- Niegrzeczna dziewczynka- powiedział ten koleś to przesadza z opalaniem- Lubię takie- dodał
- Za wysokie progi na twoje nogi chłopczyku- odparłam- Liam pokażesz mi pokój?- zwróciłam się do kuzyna.
Cała zgraja oczywiście musiała iść z nami. Mówi się trudno. W sumie na tragarzy to oni się nadają. Doszliśmy na koniec korytarza
- Gotowa?- zapytał Liam
- Jeszcze się pytasz- odparłam lekko zniecierpliwiona
- Jak tak to zapraszam- powiedział i nacisną na klamkę.
Moim oczom ukazał się pokój. Mój pokój. Stałam jak wryta. Liam zdążył go urządzić w jeden dzień? - pytałam sama siebie. Naprawdę się postarał, a przede wszystkim trafił w mój gust. Nie wiedziałam, że ma aż takie wyczucie stylu. Ściany były pomalowane w kolorze jasnego fioletu. Pod jedną z nich stało wielkie łóżko. Naprzeciwko była garderoba. Podeszłam do łóżka i pogładziłam pościel ręką, była taka delikatna w dotyku. Po prawej stronie znajdowały się drzwi. Popatrzyłam na nie i spojrzałam pytająco na całą piątkę, żaden nic nie odpowiedział. Pokiwali tylko głowami na potwierdzenie. Podeszłam i otworzyłam drzwi. Zatkało mnie. Ujrzałam ogromną wannę, wielkie lustro i kilka półek. Kafelki były w kolorze purpurowym. Weszłam z powrotem do pokoju i usiadłam na łóżku. Byłam w szoku, naprawdę nie spodziewałam się czegoś takiego, myślałam o jakimś zwyczajnym pokoju, ale ten przerósł moje oczekiwania. Nie sądziłam, że Liam ma aż tyle kasy i stać go na takie wygody. Owszem sama nie narzekałam na brak pieniędzy, bo potrafiłam się utrzymać i w miarę dobrze zarabiałam na graniu w serialach. Ale nigdy nie pomyślałabym, że będę mieszkać w takim budynku. Szkoda byłoby mi pieniędzy na taką willę. Oczywiście marzyłam o moim własnym domku z ogródkiem na przedmieściach. Nigdy nie miałam wygórowanych ambicji, nie sięgałam wyżej niż mogła chwycić i może to było moim problemem.

- Chyba doznała wstrząsu - powiedział Louis, śmiejąc się. Jego słowa wyrwały mnie rozmyślań.
- Uważaj żebyś ty nie doznał wstrząsu jak wykopie cię z tego pomieszczenia - odparłam ze złowieszczym uśmiechem - A teraz czy mogę was przeprosić, chciałabym się położyć - dodałam. Zdziwiłam się, że posłuchali mojej prośby i zaczęli wychodzić. Zanim Liam zdążył wyjść złapałam go za rękę i powiedziałam - Dziękuję.
- Nie masz za co. Dobranoc - odparł i pocałował mnie w czoło po czym opuścił pomieszczenie. Rozejrzałam się jeszcze po moim nowym pokoju i zaczęłam się rozpakowywać. Później wzięłam długą kąpiel i ubrana w piżamę ułożyłam się wygodnie na łóżku. Zmęczona wrażeniami dzisiejszego dnia zasnęłam.

 _______________________________________________________________

* No to mamy rozdział 2. Proszę was wchodźcie i komentujcie.To jest dla nas bardzo ważne i chcemy znać waszą opinię. Kiedy kolejny, tego nie wiemy. Na pewno niedługo. :) 

* Jak wiecie prowadzę jeszcze swojego bloga. Kolejna notka na nim pojawi się w sobotę i wtedy napiszę czy zawieszam bloga lifecannotbereproduced czy nie. - Kadi ❤

* Mamy nadzieję, że historia Lexi przypadła wam do gustu i zostaniecie stałymi czytelniczkami tego bloga. Dziękujemy za wszystkie pozytywne komentarze. Do napisania!

Kadi ❤ i Daria


piątek, 6 lipca 2012

Rozdział 1

Długo nie czekając, weszłam do domu. Wiedziałam, co będzie gdy wrócę, ale gdzieś musiałam spać. Zastanawiałam się nad jakimś mostem, jednak nieznana mi moc ciągnęła mnie do mojego łóżka. Chciałam niepostrzeżenie udać się do mojego pokoju tyle tylko, że z moim szczęściem, potknęłam się o własne nogi i zaliczyłam bliskie spotkanie z podłogą. Miałam jeszcze nadzieje, że matka tego nie słyszała. Złudną. Nie zdążyłam wstać, a ona już stała w drzwiach kuchennych. Nie patrząc na nią, wstałam i kierowałam się w stronę schodów. Na marne.
- Stój moja panno. Może zechcesz mi wyjaśnić, gdzie byłaś cały dzień?! Martwiłam się o ciebie.
- Tssss martwiłaś się o mnie? -Zaśmiałam jej się w twarz – Chyba bardziej o to, że nie poszłam na casting. Upsss przykro mi, pieniędzy nie będzie. – powiedziałam z drwiną w głosie.
- Nie życzę sobie, żebyś się tak do mnie odzywała gówniaro!
- Wiesz , a ja nie życzę sobie żebyś niszczyła mi życie, dążąc do realizacji własnych chorych ambicji! – w tej chwili, miałam już dość ciągłych kłótni, nie zważając na konsekwencje mówiłam dalej – Wolałabym nie mieć matki bynajmniej takiej jak ty. Jesteś cholerną egoistką, która myśli tylko o sobie i pieniądzach. – Czułam jak łzy zaczynają zbierają mi się w oczach, jednak nie pozwoliłam sobie teraz na płacz wiedziałam, że nie mogę dać jej tej satysfakcji. – Myślę, że to tyle. Dobranoc mamusiu. – powiedziałam na odczepne, robiąc cudzysłów przy ostatnim wyrazie.
Zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, ruszyłam schodami na górę. Wpadłam do pokoju, zamknęłam drzwi na klucz i rzuciłam się na łóżko. W tej chwili już nie wytrzymałam, mieszanka emocji kłębiła  się we mnie od dłuższego czasu, aż w końcu wybuchła. Płakałam jak małe dziecko, myśląc zarazem nad moim nędznym życiem. Nie rozumiałam zachowania matki, raniła mnie z każdym dniem coraz bardziej. Na pierwszym planie stawiała zaspokajanie swoich ambicji i realizację chorych planów. Nigdy nie liczyła się z moim zdaniem. Zawsze na pierwszym miejscu stawiała swoje potrzeby, ja tylko pragnęłam, żeby w końcu mnie zauważyła i dostrzegła we mnie swoją córkę. Do tego wszystkiego Liam nie odpisywał. Czułam się samotna, z dnia na dzień przepełniała mnie myśl, że nie mam dla kogo i po co żyć. Jednak wiedziałam, że nie mogę się poddać. Zmęczona natłokiem myśli i wrażeń, zasnęłam.

Obudziłam się wczesnym rankiem, chcąc nie chcąc musiałam wygramolić się z mojego kochanego łóżeczka. Przyszło mi to z ogromnym trudem, ale udało się, sama się sobie dziwiłam ,że wstałam, w dodatku tak wcześnie. Cóż moim zdaniem dziewiąta to bardzo wczesna godzina. Wyciągnęłam ciuchy z szafy i udałam się do łazienki. Wzięłam dłuuuugą, relaksującą kąpiel i byłam gotowa na kolejne starcie z moją matką. Wyszłam z łazienki. Już miałam schodzić na dół, gdy poczułam wibracje w kiszeni spodni. Tak, to mój telefon mnie wzywał. Wzięłam go do ręki, a na wyświetlaczu widniał napis „ 1 nowa wiadomość od Liam”. Widząc od kogo jest ten sms, cieszyłam się jak głupia. Kliknęłam „otwórz” i zaczęłam czytać:

„Lexi, bardzo się cieszę, że do mnie napisałaś. Zawsze mogłaś na mnie liczyć, więc i tak będzie tym razem. Już zamówiłem ci bilet do Londynu, wystarczy, że zgłosisz się do kasy i podasz swoje nazwisko. Trzymaj się i pamiętaj jestem z tobą . Jutro się zobaczymy, będę na ciebie czekać na lotnisku. Liam”

Taaaaak ! Wydarłam się na cały pokój. Radość jaka mnie w tej chwili ogarnęła była nie do opisania. Czułam, że teraz wszystko się zmieni. Wiem, że Liam mi pomoże, nie zostawi samej. Teraz tylko musiałam poinformować moją matkę, że się wyprowadzam.  W sumienie nie musiałam tego robić, ale chciałam zobaczyć jej wyraz twarzy, gdy się o tym dowie. Postanowiłam, że się najpierw spakuję. Zajęło mi to z dobrą godzinę. W końcu, gdy już moje walizki były gotowe, musiałam zejść i powiedzieć, że wyjeżdżam . Nie ukrywam, że trochę obawiałam się tej rozmowy, ale cóż w końcu musiałam się jej kiedyś przeciwstawić.  Zeszłam do kuchni, jednak nikogo tam nie zastałam. Poszłam jeszcze do salonu i łazienki, tam też jej nie było. Jak zwykle, gdy jest potrzebna, to jej nie ma. No trudno, liczy się to, że chciałam jej powiedzieć. A to, że jej nie ma, to już nie moja wina. Pewnie poszła przeprosić, za moją nieobecność i błagać o drugą szansę. Czasem jej głupota mnie dobijała. W tym mieście nie dają drugiej szansy albo trzymasz się terminów, albo mówią ci do widzenia.  Przecież czymś musiała zapłacić za bilety, które zarezerwowała. Tak moja mamusia za dwa tygodnie leci na Karaiby, ze swoim nowym gachem. Pomijając fakt, że on mógłby być moim bratem. Wiem jedno on ją wykorzystuję i leci na kasę. Oj się zdziwi jak zobaczy, że mnie nie ma w domu. Na mojej twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. W końcu się jej odpłacę. Wróciłam do pokoju i zniosłam na dół walizki, a następnie zadzwoniłam po taksówkę. Odebrała jakaś kobieta, mówiąc mi, że ktoś powinien przyjechać za piętnaście minut. Rozłączyłam się i zaczęłam szukać samoprzylepnych karteczek. Po jakichś pięciu minutach w końcu je znalazłam. Wzięłam długopis do ręki i napisałam krótkie:

„ Wyjeżdżam. Nie szukaj nie, bo i tak do ciebie nie wrócę. Przykro mi, że muszę to pisać, ale ja cię nienawidzę. Szczerze i całym sercem nienawidzę. Najlepiej o mnie zapomnij. Obiecuję ci, że ja spróbuje zrobić to samo. Alexis.“

 Nalepiłam kartkę na lodówkę i w tej samej chwili dobiegł mnie odgłos klaksonu. Zabrałam walizki i kierowałam się w stronę taksówki, nie wychodziło mi to za dobrze. Wyobraźcie sobie jak to komicznie musiało wyglądać, jedna dziewczyna i cztery walizki, co prawda nie duże, ale jednak. Kierowca był tak miłym człowiekiem, że zlitował się i pomógł mi to wrzucić do jego auta, jeśli tak można nazwać zardzewiałą, żółtą taksówkę. Podziękowałam mu za pomoc, wpakowałam mój tyłek na tylne siedzenie pojazdu i ruszyliśmy. Droga na lotnisko przebiegała w ciszy, zamieniłam parę słów z taksówkarzem, ale to by było na tyle. Myślałam o tym jak bardzo moje życie się teraz zmieni, wyjeżdżam do mojego kochanego kuzyna. Jest jednak jedno „ale“ mianowicie, mieszka on ze czterema nie do końca zdrowych na umyślę, według mojego mniemania, chłopaków. Nie znałam ich, jednak wiedziałam, że są rozkapryszonymi gwiazdeczkami. Trudno, będę musiała jakoś przeżyć. Lepsze to niż ciągłe kłótnie z matką. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos kierowcy.
- Proszę pani jesteśmy na miejscu.
Wysiadłam z taksówki, zapłaciłam mężczyźnie i skierowałam się w stronę kas. Podeszłam do okienka, w którym siedziała starsza kobieta, wydawała się miła.
- W czym mogę pomóc?- zapytała z uśmiechem na twarzy.
- Raczej pomóc to pani mi nie może - odpowiedziałam - Mam zarezerwowany bilet.
- Na jakie nazwisko?
- Collins, Alexis Collins - podałam kobiecie nazwisko. Wprowadziła moje dane do komputera i przez dłuższą chwilę szukała rezerwacji. W końcu ją znalazła.
- Jest - powiedziała - Alexis Collins, bilet do Londynu, wylot będzie dopiero o 23.40. - Po jej słowach, spojrzałam na zegarek. Wskazywał dokładnie 16.44.
- Że co proszę? O 23.40?! Pani sobie żartuje... Prawda? Co ja mam tu robić tyle czasu?
- Przykro mi, ale wcześniejsze loty zostały odwołane.
Zrezygnowana zabrałam bilet z kasy i odeszłam na bok. Położyłam moje walizki na podłodze, po czym wygodnie na nich usiadłam. Oparłam głowę o ścianę i przyglądałam się przechodzącym obok ludziom. Siedziałam tak, aż w końcu zasnęłam. 

- Alexis! Zejdź na dół. Liam przyjechał- krzyczała babcia.
- Już idę!- odpowiedziała, mała, drobna dziewczynka, o blond włosach i niebieskich oczach.
Biegła po schodach, jakby na dole czekało na nią coś naprawdę drogiego i ważnego. I w rzeczywistości tak było. Liam był dla niej najważniejszy na świecie. To z nim spędziła najlepsze chwile w życiu. To on nauczył ją brać z życia to, co najlepsze i nigdy się nie poddawać.
- Liam!- krzyknęła uszczęśliwiona dziesięciolatka.
- Lexi!- chłopak podbiegł do niej i przytulił.- Wszystkiego Najlepszego z okazji dziesiątych urodzin- powiedział.
- Liam, ja nie chce wyjeżdżać- odparła, a po jej policzkach spłynęły słone łzy smutku.
- Ej! Alexis nie płacz. Jedziesz tam, żeby spełniać swoje marzenia. Pamiętasz ty będziesz w przyszłości sławną na cały świat aktorką, a ja będę śpiewał i dawał koncert na całym kontynencie. Przyrzeknij mi, że nigdy się nie poddasz i uda nam się zrealizować nasze sny o wielkiej karierze- powiedział ze śmiechem
- Ale co z tego, że będę sławna, jeśli ciebie ze mną nie będzie- powiedziałam
- Zawsze będę przy tobie- podał dziewczynce pudełko- To dla ciebie
- Co to? – zapytała
- Otwórz, a się przekonasz- odparł
Dziewczynka podniosła wieczko do góry.
- Dziękuję Liam, jest śliczna- powiedziała
- Wiedziałem, że ci się spodoba.- rzekł z uśmiechem- Od teraz będę z tobą w każdej minucie twojego życia. Mam nadzieję, że ta bransoletka będzie cię mnie przypominać i nigdy o mnie nie zapomnisz.
- Nigdy. I obiecuję postaram się spełnić nasze marzenia. Zobaczysz, że kiedy kolejny raz się spotkamy będziemy mięli tłumy fanów i masę kasy- odparła z uśmiechem
- No ja myślę- powiedział uradowanych dwunastolatek

Obudziłam się. To było takie rzeczywiste, a zarazem niemożliwe. Pamiętam to wydarzenie. Ostatni raz widziałam wtedy Liama, to było 7 lat temu. Aż dziwię się, że mnie nie zapomniał. Ja o nim pamiętałam. Zawsze zajmował szczególne miejsce w moim sercu i to się nigdy nie zmieni. Odruchowo spojrzałam na bransoletkę. Przejechałam opuszkami palców po jej strukturze. Mój wzrok padł na tablice zegarka, który zajmował zaszczytne miejsce obok mojego skarbu.
- Jasna cholera!- krzyknęłam prawie na całe lotnisko- Nie zdążę!


Od autorek:
Jeju, dziękujemy za tyle pozytywnych komentarzy. *__* Bardzo się cieszymy, że podoba się wam nasze opowiadanie, chociaż to dopiero początek. Mamy nadzieję, że będziecie śledzić dalsze losy Lexi i nie zakończycie na pierwszym rozdziale :P Kiedy następny? Tego jeszcze nie wiemy, ale na pewno wkrótce.
Do napisania laseczki!

Kadi i Daria