piątek, 27 lipca 2012

Rozdział 4


W domu nie zastałam nikogo. Było już po 11, więc pewnie cała piątka udała się na niejakie próby. Poszłam do kuchni, żeby przygotować sobie śniadanie. Znalazłam tylko płatki i mleko. Trudno, musiałam zadowolić się tym posiłkiem. Zjadłam to jakże pożywne śniadanie i  postanowiłam, że umilę sobie czas wolny i pójdę na zakupy. Wyszłam z domu i pozamykałam drzwi na klucz. Ruszyłam przed siebie. Do centrum dotarłam po jakichś dwudziestu minutach. Sama się sobie dziwiłam, że wiedziałam dokąd iść. Weszłam do pierwszego sklepu, później do następnego i jeszcze jednego. W końcu stałam w tym samym miejscu, co na początku, z tego wniosek, że obeszłam całe centrum. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 19:10. WOW- pomyślałam. Tyle godziny w centrum handlowym i do tego nic nie kupiłam. To miejsce stanowczo źle na mnie działa. Porozglądałam się dookoła w poszukiwaniu jakieś kawiarni. Udałam się w kierunku najbliższej, która znajdowała się w zasięgu mojego wzroku. Co prawda wyglądem nie zwalała z nóg, jednak mój organizm potrzebował kopa w postaci kofeiny, a mi nie chciało się szukać innego miejsca. Weszłam do środka i ku mojemu zdziwieniu ujrzałam całkiem ładne wnętrze. Podeszłam do baru i zamówiłam dużą latte. Następnie skierowałam się do wolnego stolika i usiadłam przy nim. Po upływie kilku minut cieszyłam się smakiem upragnionej kawy. Tego było mi trzeba. Poczułam jak w kieszeni, wibruje mój telefon, wyjęłam go i nie patrząc na wyświetlacz odebrałam.

- Lexi, gdzie ty jesteś?! Czy wiesz, która jest godzina?! Dlaczego do cholery nie odbierasz telefonu?! Martwiliśmy się o ciebie! - wydarł mi się do ucha Li.

- Pff daruj sobie. Jakbyście się martwili, to byście mnie nie zostawili samej. A tak na marginesie to jestem już dużą dziewczynką i umiem o siebie zadbać. Za godzinę powinnam być w domu.

- Nie zaczynaj znowu. Przyjadę po ciebie i koniec gadania. Gdzie jesteś?!

- Wrócę sama. Nie jestem jakaś niedorozwinięta. Nie musicie się tak ze mną cackać. Dam sobie radę.

- Alexis Collins nie kłóć się ze mną. Gdzie mam przyjechać?

- Jestem w centrum. Konkretniej w takiej brzydkiej kawiarni.

- Będę za dziesięć minut.

- Liam al... - nie zdążyłam już nic powiedzieć, bo mój kuzyn się rozłączył.

Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 20:08. Może trochę przesadziłam, znikając na cały dzień i na dodatek nie zostawiając żadnej wiadomości, ale ten wypad pomógł mi chodź trochę zapomnieć o wydarzeniach z rana. Miałam czas, żeby pomyśleć i dać upust wszelkim emocją. Tak bardzo mi brakuje Matta. Wiem sama go namawiałam do tego wyjazdu. Chciałam, żeby uszczęśliwił siebie. Wtedy nie myślałam, że to będzie tak cholernie bolało. Na początku dzwoniliśmy do siebie prawie codziennie. Z czasem nasz kontakt zanikał. Ostatnio rozmawialiśmy ze sobą cztery miesiące temu, kiedy mój przyjaciel dostał kontrakt i miał lecieć do Mediolanu. To była jego życiowa szansa, żeby się wybić i w końcu stać się światowej sławy fotografem. O jedną rzecz jaką go prosiłam to o to, żeby w tym całym wyścigu nie zagubił samego siebie. A jednak mimo tego, że przyrzekł mi, że tak się nie stanie, to widzę, że upodobnił się do elity i już nie jest tym samym człowiekiem. Tęsknie za nim i staram się go usprawiedliwić. Wiem, że nic go nie tłumaczy, jednak dla mnie zawsze będzie tym nastoletnim chłopcem, z którym mogłam porozmawiać na każdy temat. Zawsze pozostanie moim przyjacielem. Siedziałam i wpatrywałam się w stół, myśląc jaka czeka mnie afera, gdy wrócę do domu. Z rozmyślań wyrwał mnie męski głos.

- Zbieraj się. Zabieram cię do domu.

Uniosłam głowę i zobaczyłam Zayna, który stał z niezadowoloną miną.

- Przykro mi, ale czekam na Liama.

- No to sobie poczekasz, bo Liam nie może przyjechać. Jedziesz ze mną. Wstawaj!

- Pfff z tobą?! Nigdy w życiu. Pójdę na piechotę.
Podniosłam moje cztery litery i podeszłam do baru, aby zapłacić. Oczywiście „laluś“ lazł za mną krok w krok. Wyszłam z kawiarni, kierując się w stronę z której przyszłam, gdy Zayn zagrodził mi drogę.

- Wsiadasz do auta albo wsadzę cie do niego siłą - powiedział.

Po całym dniu nie miałam siły się z nim kłócić, dlatego też wsiadłam bez słowa. Jechaliśmy w ciszy dopóki mulat się nie odezwał.

- Jesteś taka dla wszystkich? - zadał mi pytanie.

- Jaka? - zapytałam zdziwiona jego pytaniem.

- Niemiła. My chcemy dla ciebie dobrze, a ty się zachowujesz jak rozpuszczony bachor.

- Ja zachowuje się jak rozpuszczony bachor?! Spójrz lepiej na siebie. Pan wielka gwiazda, która nie może znieść myśli, że może się któreś nie podobać. Ogarnij się człowieku. Myślisz, że jeśli jesteście sławni to należy się wam lepsze traktowanie?! Może inni tak sądzą, ale ja nie mam zamiaru być dla was miła tylko dla tego, że zrobiliście karierę. I w porównaniu do ciebie nie uważam się za lepszą od innych. Byłam, jestem i będę wredna czy tobie się to podoba czy nie – odpowiedziałam podniesionym tonem.

- Zamknij się wreszcie. - powiedział - Dla mnie możesz się zachowywać jak ci się tylko podoba ale i tak wiem, że gdzieś w tobie jest ta Alexis, o której opowiadał Liam. Pozbądź się w końcu tego muru, który oddziela cię od ludzi i zacznij być dawną sobą bez maski wrednej suki. Chcę żebyś wiedziała, że Liam się o ciebie martwi, odkąd przyjechałaś ani razu się nie uśmiechnął. Tego chciałaś? Zauważ wreszcie, że swoim zachowaniem ranisz nie tylko siebie, ale tez tych którzy cię kochają - urwał mulat gdyż byliśmy już pod domem.

- Lepiej byłoby gdybym tu nie przyjeżdżała. A najlepiej byłoby gdybym wtedy udało mi się odejść. Nie byłabym już dla was ciężarem i nie mięlibyście problemu.- wydarłam się chłopakowi w twarz i biegiem ruszyłam do domu.

Czułam jak łzy zaczynają płynąć po moich policzkach. Z hukiem zamknęłam drzwi i znalazłam się w holu. Kierowałam się do swojego pokoju, kiedy z salonu wyszedł Styles, zagradzając mi drogę.

- Lexi czemu płaczesz? Co się stało? - zapytał z troską

Nie chciałam teraz  z nikim rozmawiać. Myślałam tylko o tym, żeby rzucić się na łóżko i zasnąć. Chciałam, żeby ten cholerny dzień w końcu się skończył. Miałam ominąć Harrego i udać się do pokoju, jednak kiedy spojrzałam na resztę, siedzącą w salonie coś we mnie pękło. „To tak Li się mną przejmuję?“ - pomyślałam. Siedział sobie wygodnie, a na jego kolanach usadowiła się jakaś dziewczyna.

- Co się stało?! Właśnie po raz kolejny dowiedziałam się, że wszystkich ranie. Jestem dla was tylko ciężarem. Nie wiem po co wpierdalałam się do waszego życia. Bardzo was za to przepraszam. Jutro z samego rana się stąd wyniosę. Twierdzicie, że się mną przejmujecie? Właśnie widzę. Oczywiście jeśli przejmowaniem można nazwać wygłupy przed telewizorem i mizianie się z jakąś laską. - mówiłam już spokojnie, jednak łzy cały czas spływały po moich policzkach.

Nie miałam już siły na to wszystko, oparłam się o ścianę i zsunęłam na podłogę. Głowę ukryłam w dłoniach i rozpłakałam się jak małe dziecko. Nikt nie wiedział chyba, co zrobić, bo zapanowała grobowa cisza. W końcu Harry podszedł do mnie i ku mojemu zdziwieniu przytulił mnie. Nie miałam siły się z nim szarpać, więc wtuliłam się w niego jeszcze bardziej. Przybliżyłam głowę do jego ucha i poprosiłam, żeby zaniósł mnie do pokoju. Tak też zrobił. Po minucie siedziałam na łóżku w moim pokoju, a Hazza usiadł koło mnie.

- Chcesz porozmawiać? - zapytał.

Nie miałam ochoty zwierzać się właśnie jemu, ale potrzebowałam się komuś wygadać. Kiwnęłam głową na potwierdzenie i zaczęłam mu wszystko opowiadać. Powiedziałam mu wszystko o moim dzieciństwie, rozwodzie rodziców, kłótniach z matką, wyjeździe Liama, a później Matta. Wszystko po prostu wszystko, gdy już skończyłam poczułam dziwną ulgę. Najdziwniejsze było to, że zwierzam się chłopakowi, którego znałam zaledwie drugi dzień. Miałam tylko nadzieję, że nie zaufałam mu na marne.

- Dziękuję - powiedziałam przez łzy.

- Cii już nie płacz, będzie dobrze - odpowiedział przyciągając mnie do siebie.

 Odsunęłam się od niego i spojrzałam w jego oczy. Miał takie ładne zielone paczadła.

- Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie wie nawet Liam. Ja próbowałam się zabić- powiedziałam i skierowałam swój wzrok na podłogę.- To było dwa miesiące temu. Matka nie chciała, żeby to się wydało, bo mogłoby to zaszkodzić mojej karierze. Nie miałam już wtedy siły na dalszą walkę z problemami. Byłam sama z tym wszystkim. Ciężar decyzji do podjęcia i presji ze strony środowiska mnie przerósł. Miałam dość odgrywania jakiś głupich scenek dla wzbudzenia zainteresowania mediów. Nie miałam w LA nikogo prócz Matta. Owszem posiadałam znajomych, ale fałszywych znajomych. Nawet nie wiesz jak to boli. To zabijało mnie od środka. A ja nie miałam siły na walkę z niewidzialnym wrogiem i stwierdziłam, że tam będzie mi lepiej. Jednak mnie odratowali i nie wiem czy to dobrze- wyznałam niepewnie
- Nie waż się nigdy więcej tak myśleć. Teraz masz nas, a na pewno masz mnie. Uwierz ja ci zawsze pomogę. Nie zostawię cię Lexi- odparł
- Tylko nie myśl sobie, że teraz zostaniemy przyjaciółmi - powiedziałam z lekkim uśmiechem. Harry go odwzajemnił.
- Będę pamiętał. Teraz śpij, a ja wytłumaczę wszystko chłopakom - odpowiedział i skierował się w stronę drzwi.

- Harry al..

- Wiem ta rozmowa zostanie między nami – powiedział, posyłając mi wielki uśmiech i już go nie było.

Podniosłam się z łóżka i z piżamą w ręce skierowałam do łazienki. Wzięłam szybką kąpiel oraz zmyłam makijaż, który był cały rozmazany. Ubrana w piżamkę ułożyłam się wygodnie pod kołderką i zasnęłam.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Od autorek: 
No i mamy 4 rozdział. Dziękujemy za to, że czytacie i komentujecie. Nie mam co się rozczulać. Następny już niebawem :) Do napisania!

Kadi i Daria

czwartek, 19 lipca 2012

Rozdział 3



Spałam sobie smacznie, kiedy mój błogi stan przerwał jakiś huk. Podniosłam leniwie powieki. Mój wzrok padł na zegarek. 4:20- myślałam, że źle widzę. Przyglądałam się cyfrom na ekranie z dobre 10 minut. W końcu podniosłam swój ociężały tyłek i udałam się w kierunku, z którego dobiegał hałas. Wzięłam kij bejsbolowy, który stał w kącie. Szczerze byłam zdziwiona, że w ogóle coś takiego w domu mają i powoli skradałam się po schodach. Bałam się jak cholera. W całym mieszkaniu było zgaszone światło, a mi zachciało się samej walczyć ze złodziejem. Dobra raz się żyję- pomyślałam. Szłam najciszej jak mogłam. Zauważyłam, że w kuchni panuje półmrok. Delikatnie wyjrzałam za framugi. Koleś stał odwrócony plecami do mnie. Teraz albo nigdy. Podbiegłam do niego i walnęłam kijem w najczulszy punkt. Chłopak zawył z bólu. Dopiero wtedy zauważyłam kim jest.

- Jezu Maria Zayn to ty?!- zapytałam przerażona. Chłopak nic nie odpowiedział. Zwijał się na kuchennej podłodze.

Wrzask mulata obudził pozostałych domowników. Wszyscy stali w drzwiach i się na nas gapili.

- Matko Boska Liam, twoja kuzynka chciała zabić Zayna?!- pisnął przerażony Louis- Nie bój się. jestem przy tobie- kontynuował i poszedł do mulata- Odejdź ty zła kobieto!- wydarł się na mnie.

Patrzyłam na tą scenkę nie co zszokowana. Nic do mnie nie docierało.

- Lexi słyszysz mnie?- zapytał Li i lekko mną potrząsnął

- Ja… ja nie chciałam. Myślałam, że to złodziej. Zapomniałam, że mieszkam w domu z pięcioma chłopakami – powiedziałam ze skruchą, a w moich oczach stanęły łzy.
- Ej mała nie płacz. Zaynowi przejdzie, na pewno go mocno nie uderzyłaś- pocieszał mnie.

- Nie mocno, nie mocno. Ona chciała mnie zabić, a w dodatku pozbawić możliwości posiadania dzieci.- powiedział, przykładając lód w obolałe miejsce.

Niall w końcu nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. Szczerze nie wiedziałam, co w tym zabawnego.

- Przecież mówię, że przepraszam no- już lekko się wkurzyłam. Przecież nie zrobiłam tego specjalnie, a jak sobie teraz pomyślę- to nawet nie żałuję. Jest strasznie napuszony i sobie zasłużył.
- Twoje przepraszam nie wystarczy- powiedział z zadziornym uśmiechem
- Że co proszę?!
- A więc - odezwał się Lou - Masz do wyboru pocałować Zayna, pocałować Zayna albo... pocałować Zayna - mówił cały czas z zaciszem na ryju
- Podoba mi się ten pomysł - odparł mulat. Zmroziłam ich wzrokiem.
- Chyba was chłopcy popieściło?! - krzyknęłam – A teraz do zobaczenia o normalnej godzinie. Idę do siebie. Dobranoc- już miałam wychodzić, gdy ktoś chwycił mnie za rękę. Odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z Zaynem. Odległość między nami była zbyt bliska. Nikt nie miał prawa naruszać mojej bariery osobistej do tego stopnia.

- Myślałem że najpierw dostanę buziaka – odparł, patrząc mi w oczy.
Przybliżyłam wargi do jego ucha i powiedziałam - Myślenie źle ci wychodzi, a teraz mnie puść.
 -Puszczę cię za buziaka. Chyba mi się należy- stwierdził. Odsunęłam się od niego i spojrzałam w oczy.
- To co ci się jedynie należy to porządny kop w dupę. Jeżeli myślisz, że nie mogę uderzyć cię drugi raz tym kijem to się grubo mylisz kochaniutki.- powiedziałam, jednak on nadal nie poluźnił uścisku.
- Zayn puść mnie natychmiast! Trzeba było nie łazić w nocy po kuchni, to by ci się nic nie stało! Przeprosiłam cię i to na tyle z mojej strony, na więcej nie licz. Puść mnie do jasnej cholery!- wydarłam się i wyrwałam rękę z uścisku chłopaka. - Miło mi, że myślicie, że jestem pierwszą lepszą. – wróciłam się do reszty - Ale dla waszej wiadomości na mnie wasz urok nie działa. Niestety. Macie pecha. Przykro mi, ale nie ma w was nic interesującego. Sorry Liama, że to mówię, ale twoim przyjaciele mają nudne charaktery i przerośnięte ego i tak przy okazji dzięki za wsparcie. Byłeś bardzo pomocny. Naprawdę.- powiedziałam z drwiną i poszłam do siebie. Myślałam, że ten dzień się już skończył. Chciałam zasnąć i obudzić się kolejnego poranka. Ale nie mogłam. Kręciłam się na łóżku w tą i z powrotem, prosząc Morfeusza, aby zabrał mnie do swojej krainy. Po godzinie męczarni, całkowicie rozbudzona, stwierdzałam, że i tak nie zasnę.

Podniosłam się z łóżka i udałam się do łazienki. Wzięłam prysznic, ubrałam się i zrobiłam lekki makijaż. Postanowiłam się przejść. Wyszłam po cichu z pokoju z myślą, że wszyscy poszli spać, gdyż było parę minut po szóstej. Schodziłam cicho po schodach, gdy usłyszałam szmery w salonie. Co tym razem?- pomyślałam. W drzwiach ukazał się Harry. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Uśmiechnęłam się, omijając go i skierowałam w kierunku wyjścia.
 - Alexis dokąd idziesz? - zapytał. Obróciłam się przodem do niego. Patrzył na mnie z taką… troską w oczach?
- Muszę się przejść, pomyśleć - odparłam.
- O 11 mamy próbę. Wrócisz do tego czasu ?
- Postaram się, ale nie obiecuję.- uśmiechnęłam się lekko do niego i wszyłam z domu.

To wszystko zaczęło mnie powoli przerastać. Jak zwykle muszę wszczynać kłótnie. Do tej pory myślałam, że to przez matkę, że to z nią nie mogę się dogadać. Jednak nie, problem tkwi we mnie. Teraz to wiem. Przez te wszystkie lata nauczyłam się nie ufać ludziom. W swoim życiu spotkałam tyle fałszywych i dwulicowych osób, że teraz cholernie trudno jest mi się otworzyć i zaufać, a mój charakter i podejście jeszcze mi to utrudniają. Tak naprawdę dobrze mi z tym. Ten niewidzialny mur chroni mnie przed kolejnym zranieniem. Nim się zorientowałam byłam w parku. Usiadłam na jednej z ławek i patrzyłam jak przyroda budzi się do życia. Ptaki rozpoczęły swój koncert, a ludzie powoli wychodzili ze swoich domów, aby rozpocząć kolejny roboczy dzień. Wyjęłam z torebki swój notes, z którym się nie rozstawałam. Wyciągnęłam zdjęcie, które znajdowało się między kartkami dzienniczka. W tym momencie wszystkie wspomnienia powróciły. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Dlaczego go teraz ze mną nie ma? Czemu musiał wyjechać? On jako jedyny nigdy się ode mnie nie odwrócił. Bronił mnie niezależnie od sytuacji, był przyjacielem, który wiedział o mnie wszystko, znał mnie lepiej niż ja sama. Co było dziwne. 
- Mat nawet nie wiesz jak bardzo cię w tej chwili potrzebuję. Tak cholernie mi ciebie brakuję. Mam do ciebie potworny żal za to, że wyjechałeś. Jednak wystarczyłoby, żebyś wrócił i ja bym ci wszystko wybaczyła. – mówiłam przez łzy, a w mojej głowie szalał wir niezapomnianych wspomnień. Popatrzyłam jeszcze przez chwilę na zdjęcie i schowałam je z powrotem do torebki. W tej chwili moje serce ponownie się rozpadło, ale nie mogę okazać słabości, a tym bardziej im. Otwarłam ostatnie łzy, które wypłynęły z moich oczu i udałam się w kierunku domu chłopaków, w którym muszę udawać, że w ogóle nie rusza mnie ta sytuacja. A tak naprawdę chciałabym mieć normalną rodzinę, mieć z kim porozmawiać, zwierzyć się , a przede wszystkim mieć komu zaufać. Jednak wiem, że to nigdy nie nastąpi i to jest kolejna rzecz, która powoduję, że moje życie nie ma sensu i lepiej dla wszystkich gdyby już się skończyło.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Od autorek:
Jak widzicie mamy już rozdział 3. Cieszycie się? Bo my bardzo :) Następna notka już za nie długo.

Jak widzicie nie zawiesiłam mojego pierwszego bloga. Ogłosiłam na nim konkurs, więc jak ktoś jest chętny zapraszam serdecznie do udziału. ^^  Zauważyłam, że wiele moich czytelniczek zainteresowało się tym opowiadaniem. Jest mi bardzo miło z tego powodu. Na http://lifecannotbereproduced.blogspot.com/ umieściłam ankietę odnośnie drugiej części opowiadania. Bardzo liczę się z waszym zdaniem, więc głosujcie! Kadi

Prosimy was jeśli czytacie to komentujcie, bardzo nam zależy. Do napisania!

 Kadi ♥ i Daria